Tajemnica bagien na Wyspie Sobieszewskiej w Gdańsku.
Właśnie w marcu i kwietniu 1945 roku Niemcy zbudowali na samej Wyspie Sobieszewskiej aż czternaście linii obronnych! Każda z nich przecinała wyspę z północy na południe – od plażowych wydm aż po południową granicę lasów, a wszystkie połączono siecią licznych okopów łącznikowych.
Obejrzyj film:
Niemieckie fortyfikacje na Wyspie Sobieszewskiej w 1945 roku – okopy, transzeje i obrona przed Armią Czerwoną
Niemcy na początku 1945 roku przygotowywali się zarówno w Gdańsku jak i na Wyspie Sobieszewskiej do obrony przed Armią Czerwoną. Powstał bardzo rozbudowany system transzei, ziemnych schronów, magazynów amunicji, stanowisk karabinów maszynowych i dział oraz przeciwpancernych rowów.
Za okopanymi w tych lasach resztkami niemieckich dywizji ze składu 2 Armii było już tylko morze. Jedynie ewakuacja cywilów i wojska z rejonu ujścia Wisły przy Świbnie i Mikoszewie mogła ocalić przed zemstą czerwonoarmistów. Aby skutecznie przeprowadzić ewakuację z tego terenu na wielką skalę, Niemcy musieli zyskać czas. Dlatego planowali zaciekłą obronę m.in. Wyspy Sobieszewskiej, a na morzu działały jednostki transportowe.
Dziś wiele z tych śladów widać jeszcze wyraźnie dzięki nowoczesnej technologii. Technika LIDAR czyli skanowania terenu laserem, pozwala zobaczyć w lesie dawne „wojenne blizny”, które z poziomu ziemi są często słabo widoczne. Ale wśród tych pozostałości jest jedna szczególnie ciekawa.
Bagienna transzeja i tajemnice Mierzei Wiślanej – unikalne ślady II wojny światowej widoczne do dziś
Kiedy Niemcy przygotowywali doraźnie obronę Mierzei Wiślanej i Wyspy Sobieszewskiej, natrafili w zachodniej części wyspy na poważny problem w przygotowywanym systemie obrony. W okolicach dzisiejszego rezerwatu Ptasi Raj rozciągały się rozlewiska, tereny podmokłe i wręcz bagna. Uniemożliwiały one wykopanie klasycznej linii okopów. A właśnie ze strony zachodniej spodziewano się kolejnego ataku Armii Czerwonej. Trzeba było znaleźć techniczne i fortyfikacyjne rozwiązanie.
Zdecydowano się na realizację konceptu który przypominał rozwiązania znane jeszcze ze starożytnych rzymskich fortyfikacji… Saperzy niemieccy – a być może przymusowi robotnicy lub więźniowie z niedalekiego obozu Stutthof – usypali długi ziemny wał na leśnych grzęzawiskach.
Dopiero na jego koronie wykopano długi okop – już powyżej poziomu wody. Tak powstała tak zwana „bagienna transzeja” na długości 400 metrów. Kilkaset metrów dalej powstał jeszcze drugi, gorzej zachowany wał ziemny. Być może był częścią pasa osłonowego całego systemu obrony w tym miejscu.
Co niezwykłe – ta doraźna konstrukcja fortyfikacji polowej zachowała się do dziś w dobrym stanie. Po wojnie leśnicy przerwali wał w kilku miejscach, aby umożliwić odpływ wody z podmokłego terenu i dzięki temu nawet dziś można przejść przez to bagno niemal suchą stopą. To miejsce wciąż robi ogromne wrażenie dla tych, którzy wiedzą na co się natknęli w tym leśnym zakamarku.
Te transzeje nigdy jednak nie zostały użyte w walce, gdyż Armia Czerwona ostatecznie nie zdecydowała się na desant na Wyspę Sobieszewską, który byłby zapewne okupiony ogromnymi stratami tuż przed końcem wojny. Zamiast tego wyspa została odcięta i zablokowana przez oddziały sowieckie i nękana ostrzałem i bombardowaniami zgromadzonych tam mas wojska i cywilów do końca wojny.
Co noc z tego rejonu ewakuowano morzem na Hel i dalej na zachód, tysiące cywilów i rannych żołnierzy. W pierwszej połowie maja 1945 roku niemieckie wojska na tym terenie skapitulowały. Według wielu źródeł w dniach od 9 do 18 maja Rosjanie przejęli tu dziesiątki tysięcy jeńców i ogromne ilości sprzętu wojskowego.
Ślady kwaterowania tej masy ludzi w nadmorskim lesie można znaleźć do dzisiaj. Spacerując dzisiaj po tych lasach warto jednak pamiętać, że pod ziemią nadal mogą znajdować się niebezpieczne pozostałości wojny. Dlatego kopanie w miejscach dawnych stanowisk obronnych jest nie tylko niebezpieczne, ale także bez specjalnych zezwoleń nielegalne.
Dziś wśród tych dawnych fortyfikacji panuje cisza, szum drzew i śpiew ptaków zaś uważni obserwatorzy mogą dostrzec nad lasem krążące na niebie ogromne bieliki. Zachowane wały i okopy z 1945 roku są dziś nie tylko śladem dramatycznych wydarzeń końca wojny. To przykład niezwykłej pomysłowości wojskowych inżynierów, którzy pod koniec wojny próbowali bronić się w jednym z najtrudniejszych terenów Pomorza. Ale może to być także świadectwo niewolniczej pracy więźniów wykorzystywanych do ostatnich chwil przez machinę wojenną III Rzeszy.
Po obejrzeniu filmu nie zapomnij o jego polubieniu i o subskrypcji naszego kanału. Możesz nas rówież wesprzeć przez patronite.pl czy zakup wirtualnej kawy lub prawdziwego kubka.
